Losowy tekscik:
Zachęcona przykładem Aldorenta i sympatią Kendry również zaczęła się imać różnych gospodarskich zajęć, by chociaż w ten sposób odwdzięczyć się gospodarzom za gościnę. Wychowała się na farmie, gdzie nie było nawet elektryczności, więc nie próbowała udawać damy. Podwijała rękawy białej tuniki i silnymi dłońmi zagniatała mąkę na kluski albo na kolanach szorowała podłogę w kuchni, nie chcąc żadnych słów wdzięczności. Wyobrażała sobie przy tym swoje życie z Derrą właśnie w takim domu. Przez lata będzie wspinać się na zimne pięterko po skrzypiących, stromych schodach, i wytrzeliła na dwór, nie zadając sobie w ogóle trudu zajścia do kuchni, gdzie przebywała matka. Rozumiała już, że przekonywanie Arminy było daremną pracą, która tylko wzmagała poziom jej frustracji. Należało raczej poszukać pomocy u innych osób, a matka, zawstydzona ich przykładem, w końcu przestanie przeszkadzać.
Przeszła szybkim krokiem przez podwórze i stanęła w progu stolarni. Odezwała się głośno. A kiedy córka ociągała się, udając, że nie słyszy polecenia, i wciąż tuliła się do Lorany z grymasem lęku i już powracającej tęsknoty na wpół zakrytej twarzy, Armina szarpnęła ją zdecydowanym ruchem za łokieć i powtórzyła:
-Wejdź do domu, mówię. Nie chcę cię tu z nią widzieć nigdy więcej.
A kiedy Derra wchodziła powoli na stopnie, „oglądając” się żałośnie za Loraną, starsza Entorianka odezwała się:
-Nie widzę jej.
-A szkoda. No dobrze, miejmy to już poza sobą – dorzuciła z jakąś niewytłumaczalną irytacją. – Owszem, jestem w związku homoseksualnym. Kocham ją na śmierć i życie. Wiem, że nie podoba wam się to, bo nikomu się nie podoba, ale to całe święte oburzenie coraz bardziej mnie męczy, więc oszczędźcie mi go, dobrze? I tak nie zmienicie moich uczuć, więc nie chcę słuchać waszego narzekania.
Prez chwilę milczeli wszyscy troje. Derra oddychała ciężko, starając się przekrzyczeć pracującą piłę elektryczną:
-Niczego nie zamierzasz zrobić z tą sprawą?