Losowy tekscik:
-Dokąd się wybierałaś, córko?
-Chadzam tam, gdzie mi się podoba. Nie jestem twoim więźniem – odparła hardo Derra, dziwiąc się własnej śmiałości.
-Szłaś do niej, tak?
Chwyciła za pasek Gryfa, siłą odebrała córce psa.
-Odprowadzę go do budy, a ty wracaj do domu. Musisz wreszcie zrozumieć, że robię to dla twojego dobra. Jeśli nie będziesz jej przez jakiś czas widywać, ta chorobliwa miłość niedługo ci przejdzie.
-Jestem dorosła. Mam prawie osiemnaście lat. Nie masz prawa zamykać mnie w domu i dyktować, co mam robić i czuć.
-Serce mi pęka, kiedy widzę twój ból. Nie jestem z kamienia, Derro, chociaż na pewno tak o mnie myślisz. Ale wiem, że musisz najpierw przecierpieć tę rozłąkę, by wrócić na szeroką i prostą drogę życia. Dlatego nie pozwolę ci tam pójść.
Derra przyklękła na ścieżce, oparła rozpaloną miłością i szaleńczą tęsknotą głowę o ulubiony palik. Objęła go w wyrazie najwyższej despracji i mocno do niego przylgnęła, niemal zdrapując sobie skórę z czoła. Jej ciałem wstrząsnął gwałtowny dreszcz, który zastępował jej płacz.
Chciała, by matka wreszcie sobie poszła i zostawiła ją samą, umierającą z bólu i ogromnego poczucia niesprawiedliwości. Ale Armina położyła stwardniałą dłoń na jej ramieniu i odezwała się nagle: